Showing posts with label Daily.. Show all posts
Showing posts with label Daily.. Show all posts

Sunday, June 30, 2013

51. Plany.


Moja wena jest bardzo wybiórcza ostatnimi czasy.

Na zdjęciu adres mojego tumblra z foto challengem.


Ciągle muszę opisać mój pobyt w Berlinie oraz zlot 4TLOM, a słowa na złość mi nie chcą się układać w sensowne zdania.


Lato w pełni, choć tego nie czuję. Zbyt długo miałam wolne...
Z jednej strony chcę wrócić na uczelnię, z drugiej jakoś nie mogę się zmusić do myślenia o nauce. 
Stagnacja.
Prokrastynacja.

Mrożone truskawki się skończyły, co ja teraz pocznę?



Myśli o tegorocznych wakacjach mają niesamowitą moc rozpogadzania mojego humoru dosłownie w chwilę. OZP w lipcu, zaraz potem Holandia na tydzień, skąd wraz z lubym pojedziemy stopem do Frankfurtu do gości z Ashigaru. Następnie znów stopem do Gdańska na PZP (czy tam MFP). 
Na zakończenie sezonu zlotowego pojadę do Warszawy na OZT i wrócę stopem z Izą do Łodzi. 
Niechaj tak się stanie.


Kot siedzi mi na kolanach, mruczy rozkosznie i domaga się pieszczot. Kochane stworzenie.


.

Monday, June 4, 2012

39. You can love me or not.



Dni pędzą jeden za drugim, noce upływają pod znakiem trawiącej od środka bezsenności.
Nie mam czasu, nie mam sił.
Jedynie muzyka koi moje nerwy.

Tylko miesiąc, równy miesiąc do ponownego spotkania się z moim Lubym.
Muszę wytrzymać. Nawet jeśli nie dla siebie... to dla Niego.

Dziś zamiast zdjęcia - piosenka, podsunięta mi jakiś czas temu przez przyjaciela.


Sunday, May 6, 2012

33. Śniadanie.





10:00 rano

On śpi, ja robię mu śniadanie.

A krzyk mego serca rozsadza mnie od środka. Łzy cisną się do oczu, świat stoi za mgłą.






Czas złośliwie korzystając ze swej mocy znów przyspieszył, chcąc ponownie zapędzić mnie do Piwnicy w moim umyśle. Wiem, że to nieuniknione... Ale czy uda mi się utrzymać ten dobry stan ducha?
Nie wiem.


Za 2 dni znów stanę na tym dachu wraz z Izą, spojrzymy razem w niebo na zachód,  miejsce gdzie samolot z Nim zniknie nam z oczu.
Będziemy tak stać w ciszy, aż łzy osuszy mi wiatr, a na twarzy pojawi się uśmiech.
Wtedy zapewne Iza zacznie stawać na skraju wieżowca, chcąc mnie wystraszyć, zjemy grosa i będziemy śmiać się z całego świata.
Bo przecie spotkam się z nim pierwszego lipca i wszystko będzie tak jak dawniej.






Bo on jest we mnie, tak jak ja jestem w nim.







Monday, April 23, 2012

32. Tea




Może herbaty, Sir...?






Przeszywa mnie dziki dreszcz ekscytacji.
Jeden dzień,  dwie noce.
Czuję zapach herbaty, muffinek i szczęścia.





Wena mnie dziś opuściła. W głowie odbijają się echem jedynie słodkie słowa Ik hou van jou, barwiąc cały widziany świat wszystkimi kolorami nieba.
Pragnę usiąść w kuchni naprzeciwko Niego, trzymając kubek w dłoni i zatracając się w jego brązowych oczach.


Jeszcze tylko jeden dzień i dwie noce.






Mówią, że szczęście ogłupia.
W takim razie  nie chcę nigdy zmądrzeć.


Friday, April 13, 2012

29. My mind, my sanctuary.


"My mind is the only sanctuary that has not been stolen from me.
Men have tried to breach it before, but I've learned to defend it vigorously,
for I am only safe with my innermost thoughts."
~ C. Paolini










Mniej niż dwa tygodnie dzieli mnie od kolejnego spotkania z mym Lubym.
Z każdym kolejnym dniem serce bije mocniej,
umysł nie może się odpędzić od myśli związanych z Nim.


Cóż, wiosna nadchodzi.






Na powrót mojego starego laptopa odetchnęłam z ulgą.
W nowej odsłonie, z dodatkową pamięcią od razu szybciej pracuje.
Może posłuży mi trochę dłużej niż przewidwałam, ale to dobrze.

Tuesday, February 28, 2012

25. Nuda.



Wiatr cicho wygrywa moją pieśń.
Kot machając ogonem cicho mruczy rytm.
A ja słowa piszę na liliowym papierze.













Cicho, ciszej, niesłyszalnie.












Choroba nie ustępuje. Wysoka temperatura trawi moje ciało. Katar zmusza mnie to wyniszczania środowiska poprzez nadmierne używanie chusteczek. Banan leży na stoliku od rana, nie zjedzony. Pusty kubek po lekarstwie przypomina mi o kolejnej dawce co sześć godzin.




Nuda, nuda, nuda.





Saturday, February 25, 2012

23. Jestem chora.



Jestem chora.




W końcu i mnie dopadła grypa. Jednak lepiej, że teraz, niż w czasie nowego semestru.


Noce są ciężkie. Wysoka temperatura powoduje, że w mojej głowie tworzą się przedziwne wizje, złudzenia, czas wychodzi ze swoich ram i rzeczywistość zdaje się na mnie zwalać, przygniatać...




Lecz potem jest dzień, brat przynosi mi gorącą herbatę, mama szykuje posiłki i podaje leki, kot wygrzewa mi nogi i mruczy rozkosznie. Radio cicho gra w kącie, a ja całkowicie zatracam się w czytaniu Eragona. Muszę przyznać, że jest to książka niezmiernie ciekawa i trudna zarazem, bo napisana dla starszej młodzieży, więc zdarzają się słowa i zwroty, których nie rozumiem. Ale słownik obok, pomaga mi rozwiać wszelkie wątpliwości.















"Think about it: you can communicate with any sentient being, though the contact may not be very clear. You could spend te entire day listening to a bird's thoughts or understanding how an earthworm feels during  rainstorm. But I've never found birds very interesting. I suggest starting with a cat; they have unusual personalities."

~ Christopher Paolini Eragon



Monday, January 23, 2012

20. Find your own way to express the feelings.


Kim jestem...?


Jak statek samotny na morzu
Choć przez wyspy otoczony
Do portu nie zawita.




Opadłam z sił. Szara rzeczywistość osaczyła mnie znienacka, próbując wyssać ostatnie tchnienie szczęścia. Multum egzaminów, tysiące kserówek, walka o stypendium. Ot, sesja po prostu! Walczę ze świadomością, że dane mi są dwie zaledwie drogi do wyboru: wrócić z tarczą, bądź na tarczy. Świadomość ta nie dodaje mi otuchy.
Depresja powraca. Wielkoformatowa.
Niestety, mój umysł w tej kwestii jest nieugięty. Działa w systemie zero-jedynkowym, co moim szczęściem i zgubą zarazem. Walczę z samą sobą tak, jak walczyłam niespełna rok temu, u boku mając mego Lubego i kota. Tak, mam przewagę. Wcześniej walczyłam całkiem sama.

Moje życie to składanka słów kluczy. Tak niezwiązanych z sobą - lecz współistniejących - jakby Artysta zdecydował się za pomocą młotka i żelazka ułożyć z niepasujących do siebie puzzli jedną całość.




parkour.kot.muzyka.miasto.drzewa.holandia.migracja.pamiętnik.ołówek.wieczne pióro.

języki.poszukiwanie.japonia.futon i tatami.herbata.tęsknota.agresja.czarny.niewinność.

niebieski.nadzieja.kalenji.przemoc.księżyc.Betelgeuse.okno i parapet.książki.pociąg.wiara.







Kim jestem...?


Moje marzenia
Jak pióra z żelaza
W swej dostojnej ciężkości
O Ziemię się rozbiły.


Thursday, November 10, 2011

7. Gift


Zakup biletów lotniczych do Eindhoven wyczyścił moje konto bankowe do ostatniego grosza i sprawił, że na moich ustach wciąż panuje uśmiech :)
Teraz tylko zostaje mi czekać - 40 dni.

 
You are my gift from God.

 
Mój kot wygląda przez okno w skupieniu.
Nieruchoma, porusza tylko nerwowo ogonem
Zaś ptak, siedzący na gałęzu drzewa
Niczego nieświadomy obserwuje okolicę.
O czym ona myśli...?
Niektórzy są jak zamknięte koty w czterech ścianach
Ograniczeni przez ściany i szyby zakazów, reguł.
Inni są jak te ptaki szybujące
Nieskrępowane niczyim słowem i gestem.
A Ty... kim jesteś?

Tuesday, November 1, 2011

5. Gwiazdy


Cisza.
Delikatny wiatr strąca ostatnie złote liście z drzewa.
Znad kubka unosi się para, a aromat herbaty i pomarańczy wypełnia pokój.
On siedzi na łóżku, ubrany w brązowy, lekko wygnieciony T-shirt i szare spodnie.
Niebieskie światło laptopa oświetla Jego twarz.
Kot śpi między nami, mrucząc z rozkoszy.


Za oknem panuje ciemność
Drzewo pozbawione liści
Wyciąga swe nagie gałęzie
W stronę świetlistych gwiazd.